1000 sposobów na nie wynalezienie żarówki

Ponoć Tomasz Alva Edison chwalił się swego czasu, że zanim wpadł na to jak sprawić, aby żarówka działała, odkrył co najmniej 1000 sposobów, na to jak na pewno działać nie będzie. Ten cytat z Edisona zwykle służy jako ilustracja tego, że nie należy się zbył łatwo poddawać.

"It’s OK to fail” mówi się młodym start-upowcom w Dolinie Krzemowej i coraz częściej również po tej stronie Atlantyku. I bardzo dobrze, ponieważ właściwe podejście do porażek musi charakteryzować i wynalazcę i organizację, dla której pracuje. 


Innowacja to przedsięwzięcie obarczone dużą niepewnością, w odróżnieniu od wielu innych rodzajów działalności nacechowana jest dużym udziałem ryzyka rezydualnego – tj. takiego, którego nie da się wyeliminować. Ono po prostu jest, ponieważ innowacja toczy się na obszarach jeszcze nieodkrytych, gdzie nie dysponujemy jeszcze nawet orientacyjną mapą i poruszamy się po omacku. 

Warto chyba podkreślić, że jeżeli chodzi o tolerancję dla ryzyka nie chodzi tu bynajmniej o postawę osobistej lub organizacyjnej dezynwoltury: „jakoś to będzie”. Na tego typu podejście w szczególności nie ma miejsca w biznesie, w którym bardzo uważnie liczy się koszty. Na czym więc powinna polegać odpowiedzialna tolerancja niepewności w działalności badawczo-rozwojowej? Jak ograniczyć ryzyko niepowodzenia? Spróbuję odpowiedzieć w paru punktach.

Po pierwsze, pokora
Tak, wiem, to brzmi nieco banalnie, ale spróbuję udowodnić, że nie jest to wcale takie oczywiste. Wspomniany już wcześniej Edison nie spędzał bynajmniej całego swojego czasu w laboratorium w Menlo Park. Zadziwiająco dużo czasu spędził w bibliotekach urzędu patentowego zapoznając się z istniejącymi rozwiązaniami. De facto każdy swój projekt rozpoczynał od bardzo wnikliwego przeglądu dostępnej literatury, aby zrozumieć, co już jest poznane, a gdzie wiedza jeszcze nie sięga. 

W Polsce często brakuje tego nawyku, zarówno start-upowcom jak inaukowcom. Wielokrotnie spotkamy się z sytuacjami, w których autorzy pomysłu mówią „nikt tego jeszcze nie opracował”, „będzie to pierwsze rozwiązanie na rynku”, gdy tymczasem nawet dość pobieżny research udowadnia, że jest inaczej. Doskonałą metodą weryfikacji nowych pomysłów jest zweryfikowanie ich u potencjalnego klienta. Choć firmy różnią się między sobą w podejściu do innowacji, właśnie ta pokora w przyjęciu opinii rynku jest ich wspólną cechą. Między innymi o tym traktuje najnowszy raport Global Innovation 1000 Study, opublikowany przez zespół Strategy& (niegdyś Booz & Co., a obecnie część PwC).

Po drugie, elastyczność 
W finansach mówi się o „downside” i „upside risk”, co oznacza, że rozwój wypadków może nas zaskoczyć zarówno negatywnie jak i pozytywnie. Podobnie jest z innowacjami. Słyszałem już wielokrotnie od wynalazców, z którymi pracuję, że ich odkrycie było dla nich zaskoczeniem, że nie spodziewali się uzyskać pewne wyniki albo, że wynalazek był efektem ubocznym prac nakierowanych na zupełnie inne zagadnienia. Na przykład jeden ze znanych mi zespołów zajmujących się poprawą efektywności kompresji danych wideo stworzył przy okazji algorytmy, które bardziej skutecznie rozpoznają i analizują ruchome obiekty na obrazie.

Ta nieprzewidywalność, co do tego, jakie będą efekty prac badawczych stanowi duże wyzwanie dla tradycyjnego podejścia do zarządzania projektami, które nakierowane jest na to, aby ograniczyć ryzyko, że coś pójdzie nie tak. Tymczasem wiele innowacji nie powstałoby właśnie dlatego, że coś poszło „nie tak”. Ciekawą listę wynalazków stworzonych „przez pomyłkę” publikuje Innocentive 

Po trzecie, dyscyplina
Ale jest to dyscyplina innego typu niż w tradycyjnej, rutynowej działalności. Mniej chodzi tu o dyscyplinę wojskową – posłuszne trzymanie się poleceń i wytycznych, a bardziej o dyscyplinę intelektualną i procesową. Aby uniknąć brania na siebie zbyt dużego ryzyka, organizacje prowadzące działalność innowacyjną muszą w sposób zdyscyplinowany monitorować postępy projektów B+R (zwykle poprzez ustawianie tzw. kamieni milowych) i dywersyfikować ryzyko dzięki stosowaniu podejścia portfelowego. W takim podejściu, firma akceptuje do realizacji projekty o zróżnicowanym poziomie ryzyka, o różnym poziomie zaawansowania, z różnych dziedzin i o różnym potencjalnym zwrocie.

Podsumowując, z rozpoczęciem działalności innowacyjnej jest jak z jazdą na rowerze, jeżeli będziemy chcieli stać w miejscu, trzymając się tradycyjnych metodyk i podejść do zarzadzania, charakterystycznych dla dużych korporacji, na pewno upadniemy. Paradoksalnie, równowagę zapewnia jedynie dynamiczny ruch i akceptacja ryzyka.
Trwa ładowanie komentarzy...